piątek, 1 czerwca 2012

Something in the way. 3

Tsuna siedział w domu, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Reborna nie było, Lambo biegał gdzieś z I-pin, a on został w pokoju sam. Nawet mama gdzieś wyszła, zapewne na zakupy, więc pewnym było, że nie wróci zbyt szybko…
Westchnął, patrząc na swoje dłonie. Zadrapania ładnie się już zabliźniły, pozostawiając po sobie tylko małe strupki. Chłopak zaczerwienił się lekko, gdy przypomniał sobie spotkanie z Hibarim. Zamknął oczy, wyobrażając sobie jego twarz w chwili, gdy uśmiechnął się delikatnie… Aż zadrżał, szybko uchylając powieki i łapiąc się za włosy. Nie, nie, nie, nie! Nie może przecież tak o nim myśleć. I nieważne, że był przystojny. I silny. I tak boski, że Sawada wręcz rozpływał się, gdy tylko go widział…
Jęknął, rzucając się na łóżko. Sam wpędzał się w ten dziwnie melancholijny nastrój, ale po prostu nie potrafił inaczej. Jego myśli ostatnimi czasy coraz częściej kierowały się ku Przewodniczącemu Komitetu Dyscyplinarnego, choć wiedział, że nie ma u niego żadnych szans. Nawet był pewien, że Hibari interesuje się tylko kobietami. Co prawda nigdy go z żadną nie widział, ale Kyoya był typem samotnika, co było kolejną przeszkodą w zbliżeniu się do niego. Skoro brunet nie lubił niczyjego towarzystwa, jak miał polubić spotkania z głośnym, gapowatym i nic nieumiejącym Tsuną? Sawada wiedział, że nie dorasta mu do pięt. I chociaż zawsze starał się to jakoś naprawić, zmienić coś w sobie – zazwyczaj próby te schodziły na niczym. Doskonale widział w oczach Hibariego niechęć, gdy tylko się widywali. Może nie było to widoczne tamtego dnia w szkole, ale szatyn i tak wiedział swoje. A ta wiedza tylko coraz bardziej go załamywała.
*
Gokudera ciągle gryzł się z tym, co powiedział mu Reborn. Niby wiedział, że Arcobaleno uważniej patrzy na świat i na pewno prędzej niż Tsuna zauważy pewne – nawet najdrobniejsze – zmiany i będzie potrafił połączyć wszytko znacznie szybciej, ale… No właśnie, ale Gokudera i tak miał cichą nadzieję, że tym razem zmysły mordercy zamkniętego w ciele dziecka nie wyłapią żadnych nieprawidłowości…
Jak się mylił!

- Widziałem cię w nocy. – powiedział Reborn spokojnie. Hayato uchylił usta, zaczynając się denerwować. Co miał niby teraz zrobić!?
- Aaa, tak! – zaśmiał się nerwowo, drapiąc w tył głowy. – Sprawdzałem, czy z Dziesiątym wszystko w porządku. – skłamał gładko, choć musiał włożyć wiele wysiłku w to, by jego głos nie zadrżał.
Arcobaleno patrzył na chłopaka bez słowa, po czym prychnął cicho, uśmiechając się delikatnie.
- Powiedz Tsunie. – zaczął, nie zważając na wcześniejsze tłumaczenia Gokudery. – Wiem, że czujesz coś do Yamamoto. – zmrużył oczy, a Hayato wstrzymał oddech. – On pewnie też to zauważył, tylko jeszcze nie potrafi tego nazwać. W końcu to Beznadziejny Tsuna. – uśmiech na ustach Reborna poszerzył się na sekundę, by zaraz jednak zniknąć całkowicie. – Przyjdź w sobotę, nikogo nie będzie w domu.

I Gokudera szedł. Był już całkiem blisko budynku, w którym mieszkał Sawada, a jego serce z każdym krokiem biło coraz szybciej, jednak nie miał zamiaru się poddać. Dostał swoją szansę, więc musi ją wykorzystać.
*
Tsuna ucieszył się z wizyty swojego Strażnika Burzy. Nuda zaczęła porządnie dawać mu się w kość, w akcie desperacji zabrał się za odrabianie zadanej pracy domowej, co z radością porzucił, gdy usłyszał dzwonek do drzwi i wpuścił do domu Gokuderę. Tradycyjnie zaprosił do go swojego pokoju, proponując coś do picia, ale Hayato odmówił, siadając sztywno na łóżku Tsuny. Właściciel mebla usadowił się na podłodze na jednej z małych, miękkich poduszek. W tym czasie do pomieszczenia przez otwarte okno wskoczył Reborn, siadając na biurku swojego ucznia.
- Muszę ci coś powiedzieć, Dziesiąty. – zaczął Gokudera poważnie, biorąc głęboki oddech. Zerknął na Arcobaleno Słońca, który skinął ledwo dostrzegalnie głową, dając chłopakowi znak, by mówił dalej. Hayato poczuł się pewniej ze świadomością, że chociaż jedna osoba jest już we wszystkim uświadomiona… - Jestem gejem. – wypalił szybko, a w pokoju nastała cisza. Po chwili jednak sypialnię wypełnił pełen niedowierzania krzyk Tsuny:
- Co!? Ty też!? – wydarł się, robiąc wielkie oczy i całkowicie zagubioną minę. Hayato spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Jak to „też”? – zapytał, aż nachylając się nad młodym bossem. Ten zaczerwienił się gwałtownie, cofając szybko po podłodze.
- Tak mi się powiedziało! – zaśmiał się sztucznie, drapiąc w tył głowy. Gokudera zmrużył podejrzliwie oczy.
- Dziesiąty, wiesz, że możesz mi…
- Tsuna zakochał się w Hibarim. – słowa Gokudery przerwał Arcobaleno, uśmiechający się właśnie na widok dwóch zszokowanych twarzy przed sobą.
- Reborn! – pierwszy ocknął się Sawada, krzycząc na swojego nauczyciela z żalem w głosie. Nagle Hayato dopadł do chłopaka, łapiąc go za dłonie i patrząc na niego szczenięco. Gdyby miał ogon, pewnie by nim zamerdał.
- Dziesiąty, to prawda? – spytał z ekscytacją w głosie, ale nie dał Tsunie odpowiedzieć. – To przeznaczenie! – kontynuował. – Ty i ja, twoja prawa ręka, tacy sami! – zawołał uradowany. Sawada milczał przez jakiś czas zbyt zaskoczony. Dopiero po chwili na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.
*
- Dlaczego akurat Hibari? – zapytał Hayato, podjadając słone paluszki, które przyniósł Tsunayoshi. Chłopak wzruszył ramionami.
- Tego się chyba nie wybiera, prawda? – nastolatek spuścił wzrok i westchnął. Zaraz jednak uśmiechnął się pogodnie, patrząc na Hayato z zaciekawieniem.
- A ty? – spytał. – No, masz kogoś? – zarumienił się lekko, a Gokudera zapatrzył się na niego, wcześniej tak o tym nie myślał, ale musiał przyznać, że Dziesiąty był naprawdę niewinnie słodki. Nie wiedział dużo o świecie i mimo walk, które stoczył już w imieniu Vongoli, wciąż pozostawał uroczy. Rumienił się dość często, co było stosunkowo zabawne, jeśli myślało się o nim jako o przyszłym mafijnym bossie.
- Nie. – odparł w końcu. – Miałem kogoś na oku, ale to już raczej nieaktualne. – machnął zbywająco ręką. Tsuna nadstawił uszu, przybliżając się do przyjaciela.
- Kto to? – wydawał się szczerze zainteresowany. Gokudera milczał chwilę, nie wiedząc, czy powinien o tym mówić. Fakt, że wcześniej liczył na jakąś poradę od Sawady, ale…
- Yamamoto. – powiedział z westchnięciem. Szatyn wstrzymał oddech.
- Ale on… Przecież ma dziewczynę. – zauważył zmartwiony. Brwi chłopaka powędrowały w górę. Więc już wiedział. Prychnął. Widocznie Takeshi zdążył się już każdemu pochwalić.
- Nie martw się, Dziesiąty! – uśmiechnął się, choć uśmiech ten nie sięgnął jego oczu. Sawada nie potrafił jednak się nie przejmować. Dobro innych, zwłaszcza bliskich mu osób, zawsze było dla niego najważniejsze. Nie liczył się on sam, jego ból, cierpienie. Liczyło się to, by jego przyjaciele byli szczęśliwi, a w tej chwili Hayato na pewno taki nie był.
Podniósł się, przytulając chłopaka niespodziewanie. Gokudera drgnął zaskoczony, ale objął szatyna, przyciskając go do siebie mocniej. Reborn przyglądał się im, czując się w pewien sposób dumny i ze swojego ucznia, i z Hayato. Obaj dorośli, przełamując swoje lęki, choć i tak był to dopiero pierwszy krok.
*
Gokuderze było lżej. Mimo całej sytuacji z Yamamoto miał naprawdę dobry humor, co widać było już na pierwszy rzut oka. Wyprostowany, uśmiechnięty, a wszystko to za sprawą jednego człowieka – Sawady. Hayato jak małe dziecko ucieszył się na wieść, że Dziesiąty jest taki sam jak on. Poza tym Tsuna go zaakceptował, co było największym powodem do radości.
Takeshi nie krył zdziwienia, gdy w poniedziałkowy ranek ujrzał go zadowolonego w szkole. Zaraz jednak nawiedziło go uczucie ulgi. Tyle czasu starał się wyłapać powód złego samopoczucia Gokudery, a teraz okazało się, że było już w porządku. Taką przynajmniej miał nadzieję, bo Hayato potrafił zmieniać nastroje jak kameleon kolor skóry.
Pokręcił głową, wyciągając z kieszeni telefon, by zaraz zacząć pisać wiadomość tekstową. Gdy skończył, wysłał ją do Keiko, uśmiechając się lekko i oczekując na odpowiedź. Zapatrzony w komórkę, nie zauważył spojrzenia, którym Gokudera go właśnie świdrował. Stał nieco dalej z Tsuną i Ryohei’em, nie bardzo przysłuchując się ich rozmowie. Do kogo Takeshi znowu pisał? Pewnie do tej rudej małpy, pomyślał i nie przeszkadzało mu nawet to, że Keiko wcale ruda nie była. Ważne, że pozostawała małpą, której Hayato po prostu nie potrafił ścierpieć. Wredna, choć – co nawet on musiał przyznać – piękna.
Westchnął, odwracając się do stojącej obok niego dwójki przyjaciół i po chwili wdając się w zwyczajową kłótnię ze starszym Sasagawą.
*
Hibari stanął na końcu korytarza, obserwując Tsunę, który rozmawiał ze swoimi głośnymi przyjaciółmi. Zmarszczył brwi, ruszając powoli w ich stronę. Gdy Sawada go zobaczył, momentalnie wyprostował się jak struna, patrząc na bruneta szeroko otwartymi oczami.
- Hibari-san! – krzyknął, a Kyoya zmierzył całą trójkę zimnym wzrokiem.
- Dlaczego nie siedzicie w klasie? – zapytał dość głośno, przez co kilkoro uczniów, którzy także wyszli na korytarz, uciekło szybko do sal lekcyjnych. Tak, Hibari musiał przyznać, że taka władza bardzo mu się podobała. Wystarczyło jego słowo czy spojrzenie, a każdy wiedział już, co powinien zrobić, by nie narazić się na jego gniew. Było to niezwykle wygodne i, choć Hibari nigdy nie był leniwy, wolał, żeby sprawy załatwiały się szybko i bez problemów. Chyba że w grę wchodziła walka z kimś, ale to już inna bajka…
Sawada chciał już coś odpowiedzieć, ale wtedy Hibari chwycił go za nadgarstek, oglądając dokładnie jego dłoń. Nastolatek zaczerwienił się momentalnie, przypominając sobie od razu spotkanie z zeszłego tygodnia. Gdyby byli sami, byłoby dokładnie tak samo…
Spoglądał jednak na poczynania Kyoyi w milczeniu. Chłopak puścił go po chwili i spojrzał szatynowi prosto w oczy. Sawada nie potrafił odwrócić wzroku, tonąc wręcz w tych czarnych, nieprzeniknionych tęczówkach. Uchylił wargi, by w końcu coś powiedzieć, lecz nagle wszystko się skończyło. Hibari wyprostował się, odwrócił i odszedł bez słowa, urywając tym samym kontakt wzrokowy z nastolatkiem.
- W porządku, Sawada? – odezwał się Ryohei, gdy szatyn dłuższą chwilę stał bez ruchu, gapiąc się tylko bezmyślnie na plecy Hibariego. Głos Sasagawy wyrwał go z transu.
- Aaa, tak! – powiedział prędko i zaśmiał się głupio. Ryohei skinął głową, żegnając się z nimi jeszcze i ruszając do swojej klasy. Hayato zaś wpatrywał się w Tsunę, rozumiejąc dokładnie, co ten teraz przeżywa. Nie liczył już nawet, ile razy jemu zdarzyło się tak zagapić za Takeshim…
*
Kyoya zamknął się w gabinecie, zaczynając chodzić w kółko ze zdenerwowaniem. Co go podkusiło, żeby podejść do Sawady? I dlaczego ostatnio jego myśli niebezpiecznie często krążyły wokół tego głupiego nastolatka?
Uderzył pięścią w biurko, biorąc głęboki oddech. Te dziwne uczucia były zbyt niebezpiecznie, prowadziły bowiem do zachwiania idealnej struktury życiowej, jaką sobie wypracował. Na dodatek wydawało się, że Tsuna wcale nie pozostawał obojętnym. Bardzo łatwo było odczytać z jego zachowania uczucia, które nim targały. Kyoya wiedział, że musi powstrzymać jakoś tę lawinę, nim zdąży go ona całkowicie zasypać… Nienawidził tracić kontroli nad sytuacją.
*
W ciemnym pokoju starego budynku przeznaczonego do rozbiórki siedział młody mężczyzna. Miał zamknięte oczy, opierał się na oparciu wysłużonej, zielonej kanapy. Nie poruszał się, przez co ktoś postronny w pierwszej chwili mógłby uznać, że nie żyje, lecz jego klatka piersiowa podnosiła się i opadała miarowo w rytm oddechów.
Nagle mężczyzna uchylił powieki, ukazując swe niezwykle tęczówki. Jedno oko w kolorze turkusu, drugie zaś – soczyście czerwone. Na ustach tajemniczej postaci pojawił się lekki uśmiech.
- Sawada Tsunayoshi… - powiedział, a jego głos odbił się echem od pustych ścian pomieszczenia.
*
- Mama, mama! – zawołał Lambo, wbiegając do kuchni i wdrapując się na jedno z krzeseł stojących przy stole. Za nim przybiegła I-pin, dysząc ciężko ze zmęczenia. – Mama, kiedy obiad? Lambo jest głodny! – chłopczyk w śpioszkach w krowie łaty zamarudził płaczliwie, kręcąc się niecierpliwie na swoim miejscu. Nana uśmiechnęła się, podchodząc do niego i głaszcząc go po głowie.
- Już niedługo. – powiedziała, wskazując ruchem głowy na garnki stojące na palnikach. – Idźcie się pobawić, zawołam was, jak skończę. – dodała, zerkając na I-pin.
- Chodź, Lambo! – krzyknęła dziewczynka, odwracając się i zaczynając uciekać. Tym razem musiała go prześcignąć!
- Eee? – Lambo spojrzał za nią zaskoczony, po czym szybko zeskoczył z krzesła. – Lambo cię złapie! – wrzasnął, wybiegając z kuchni. Po drodze wpadł na Tsunę, niemalże go przewracając.
- Hej, Lambo! – Sawada z trudem utrzymał równowagę i zwiesił ramiona, gdy dzieciak w ogóle nie zareagował na jego słowa. Westchnął, idąc powoli do pomieszczenia, gdzie znajdowała się jego matka. Gdy dostrzegła syna, podeszła do niego i cmoknęła go w policzek.
- Witaj, Tsu-kun. – przywitała się z nim radośnie.
- Cześć, mamo. – uśmiechnął się, siadając przy stole i opierając głowę na dłoni.
- Jak w szkole? – spytała Nana, mieszając coś w jednym z garnków. – Mam nadzieję, że poprawiłeś się trochę z matematyki, nigdy nie szła ci za dobrze. – powiedziała zmartwiona. Tsuna zamachał wściekle rękoma, całkowicie zakłopotany.
- Już lepiej! Gokudera mi pomaga… i Reborn-san… - odparł prędko, a matka zerknęła na niego zadowolona.
- To dobrze, że masz takich przyjaciół. – Uśmiechnęła się, powracając do gotowania. Sawada odetchnął, zaczynając rozmyślać. W sumie nie miał aż tak wielu znajomych… Hayato i jego starsza siostra Bianchi, Yamamoto, Ryohei no i dziewczyny. Dzieci chyba nie mógł nazwać kolegami, byli dla niego bardziej jak rodzina. Nikt nigdy nie interesował się za bardzo Beznadziejnym Tsuną, a jak już to tylko wtedy, gdy znowu coś zepsuł albo musiał iść do odpowiedzi, co zazwyczaj kończyło się najgorszą z możliwych ocen. Cieszył się, że poznał nowych ludzi, miał w końcu z kim spędzać czas, szkoda tylko, że spotkali się w takich okolicznościach. Sawada nadal nie widział siebie w roli bossa Vongoli, było to dla niego czymś całkowicie abstrakcyjnym i nierealnym. Wrócił myślami do walki z Varią, do Xanxusa, który tak bardzo chciał przejąć dowództwo w rodzinie… Może jednak powinien mu na to pozwolić?
Potrząsnął głową. Nie mógł tak myśleć. Vongola była darem i nieważne, że nie wykazywał co do niej zbyt dużego entuzjazmu. Nie mógł przecież zdradzić swoich przyjaciół, „oddając” ich w ręce kogoś innego. A Xanxus, cóż, nie był zbyt przyjaznym człowiekiem. Choć na pewno bardziej doświadczonym od zwykłego licealisty, jakim był Sawada. I bardziej opanowanym, zdaniem szatyna ogólnie bardziej nadawał się na szefa, ale nie mógł już nic zmienić. Poznanie Reborna miało też przecież swoje dobre strony i tego musiał się trzymać.
*
Przetarł twarz dłonią, opierając się wygodniej na krześle i spoglądając przez okno na szkolny dziedziniec. Lekcje skończyły się zaledwie kilka minut wcześniej, więc niczym dziwnym był widok Tsuny stojącego pod murkiem z Gokuderą, który jak zwykle kłócił się z Ryohei’em. Chłopak wyraźnie próbował opanować całą sytuację, jednak, jak to zazwyczaj bywało w takich chwilach, był całkowicie bezradny.
Kyoya zmarszczył brwi, obserwując ogromne zakłopotanie na twarzy Sawady. Mimo tych ciągłych kłótni między jego przyjaciółmi, szatyn wyraźnie odżył, gdy tylko ich poznał. Może i nadal był starym, Beznadziejnym Tsuną, ale teraz na pewno był dużo szczęśliwszy, co dało się zobaczyć już na pierwszy rzut oka, a ktoś tak spostrzegawczy jak Hibari tym bardziej nie mógł tego przegapić. Doskonale zdawał sobie także sprawę z tego, że młody boss Vongoli nienawidził samotności, co sprawiało, że byli całkowitymi przeciwieństwami. Sawada rozgadany, pozostając jednak przy tym nieśmiałym, on zamknięty w sobie, wiecznie milczący. Ich systemy wartości różniły się diametralnie, ale może to właśnie ten fakt był powodem, dla którego coś tak bardzo pchało go do Sawady? W końcu, jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają. I choć Hibari nigdy nie wierzył w prawdę płynącą z różnych dziwnych powiedzonek, tym razem niechętnie przyznawał, że coś w tym było. Bo jak inaczej mógł to wytłumaczyć? Normalnie nigdy nie zainteresowałby się kimś tak słabym i bezradnym, jak Tsunayoshi, który, mimo swych szesnastu lat, czasami wciąż zachowywał się jak małe dziecko.
Uśmiechnął się lekko, powracając wspomnieniami do dnia, gdy Sawada przewrócił się na dziedzińcu, kalecząc sobie dłonie. Mimo że nie było to nic poważnego, Hibari i tak się o niego martwił, co już samo w sobie było zbyt abstrakcyjne, by mogło zostać przez niego zaakceptowane. Dlatego właśnie przez kilka dni unikał młodego bossa, by dojść w końcu do wniosku, że zachowuje się co najmniej idiotycznie. Hibari Kyoya nigdy przed niczym nie uciekał, podejmując każde, nawet najtrudniejsze wyzwanie, które dla innych mogłoby nawet okazać się czymś nie do pokonania. Potrafił radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach, dlaczego więc wciąż nie odnajdywał się w tej, zupełnie dla niego nowej i nieznanej?
Odetchnął, mrużąc oczy i w jednej chwili podejmując decyzję. Musiał podjąć także i to wyzwanie. Nie miał pewności czy postępuje dobrze, jednak nie to się liczyło. Zawsze mógł się wycofać, ale gdyby nie spróbował, nie byłby sobą. Bo Hibari Kyoya nie bał się niczego i zawsze pokonywał wszystkie przeszkody, które stały mu na drodze do wyznaczonego przez siebie celu. I tego stanu rzeczy nie zmieniał nawet fakt, że teraz jego celem miał stać się Beznadziejny Tsuna.
*
Wyszedł ze szkoły, tradycyjnie ubrany w szkolny mundurek Komitetu Dyscyplinarnego, podchodząc powolnym krokiem do grupy osób wciąż stojącej pod murami otaczającymi szkołę. Tsuna stał teraz do niego tyłem, mówiąc coś do Gokudery, który na widok Hibariego spoważniał od razu, mrużąc groźnie oczy, na co Kyoya nie zwrócił jednak najmniejszej uwagi, wpatrując się w szatyna.
- Sawada. – odezwał się, a Tsuna od razu odwrócił się prędko, otwierając usta i wpatrując się w starszego chłopaka z mieszanką podziwu i strachu, a co za tym idzie – ostrożności. – Chodź, odwiozę cię do domu. – powiedział. Sawada oniemiał całkowicie, czerwieniejąc zaraz gwałtownie. Hibari jednak odwrócił się, ruszając wyjątkowo powoli przed siebie. Tsunayoshi nadal stał oniemiały, nie bardzo wiedząc czy powinien odmówić, czy jednak zgodzić się na tę, jakże dziwną, propozycję.
- To, um… - odchrząknął zdenerwowany. – Pójdę z nim… chyba. – mruknął, spoglądając na przyjaciół i szukając w nich wsparcia i akceptacji.
- Ale Dziesiąty! – Gokudera, jak to miał w swoim zwyczaju, zareagował gwałtownie i dość głośno, by słyszało go pół miasta. Zaraz jednak opanował się, choć było to dla niego niezwykle trudne. Puścił ramię chłopaka, które złapał w przypływie nagłej troski, zagryzając wargę od środka. Wiedział przecież, co Tsuna czuje do Hibariego… Choć nie zmieniało to faktu, że nadal się martwił.
Chłopak nie zdążył nawet otworzyć ust, by coś odpowiedzieć, gdy ponownie dobiegł
go głos Hibariego, który zatrzymał się, oglądając się na niego ze zniecierpliwieniem:
- Idziesz, Sawada? – zapytał, mrużąc powieki od słońca. Jego twarz wciąż pozostawała bez wyrazu i choćby cienia emocji.
Tsuna przełknął ciężko ślinę, potakując jedynie ruchem głowy, gdyż zbyt ciężko było mu cokolwiek z siebie wydusić. Poza tym i tak wolał się nie odzywać, gdyż wtedy, ze zwykłego zdenerwowania i strachu przez wygłupieniem się, mógłby po prostu odmówić, czego zapewne żałowałby później do końca życia.
- W porządku, Gokudera. – powiedział, uśmiechając się lekko do Strażnika Burzy. Chłopak nie odpowiedział, bijąc się z myślami. Nie był pewien, czy takie samotne schadzki z Hibarim były bezpieczne, zwłaszcza, że przecież brunet nie wiedział o uczuciach Tsuny do niego… Co jeśli go zrani?
Szatyn odetchnął głęboko, po czym odwrócił się i ruszył za Hibarim, mocno ściskając pasek szkolnej torby, którą miał przewieszoną przez ramię. Dlaczego Kyoya zaproponował mu podwózkę? To było całkowicie nie w jego stylu i tego Tsuna najbardziej się obawiał. Nie wiedział, co mógł zrobić nie tak, ale nie chciał, żeby Przewodniczący Komitetu Dyscyplinarnego sprał go na kwaśne jabłko, zwłaszcza, że będą sami i nikt nie będzie mógł mu pomóc. Choć z drugiej strony brunet nigdy nie przejmował się widownią obecną przy takich sytuacjach, więc Tsuna pocieszał się tym, że wywożenie go gdzieś z dala od ciekawskich oczu innych uczniów Szkoły Średniej Namimori nie miałoby sensu.
Zatrzymali się przy czarnym, lśniącym Audi. Tsuna nie znał się na samochodach, ale tę markę rozpoznawał po tych charakterystycznych kółkach, kojarzących mu się z igrzyskami olimpijskimi.
- Wow… jest piękny. – pochwalił, bojąc się nawet chwycić za klamkę, by otworzyć drzwi. Zerknął na Kyoyę, który spoglądał na niego przez chwilę, by zaraz odbezpieczyć zamki i otworzyć drzwi od strony kierowcy.
- Wsiadaj. – rzucił, samemu zajmując miejsce za kierownicą.
Tsuna wyjątkowo delikatnie wsunął się na skórzane siedzenie, torbę kładąc sobie na kolanach i zapinając szybko pasy. Popatrywał na Hibariego przekręcającego kluczyk w stacyjce, by odpalić samochód. Po chwili wyjechał już z parkingu, a Sawada wpatrzył się w okno, czując ze wstydem, jak z nerwów pocą mu się dłonie. Wytarł je dyskretnie o nogawki spodni, starając się już więcej nie patrzeć na milczącego i skupionego na drodze Hibariego. Wciąż nie mógł uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę i jest teraz tutaj razem z nim. Wiedział, że dla bruneta zapewnie nie było to nic specjalnie wielkiego, ale on sądził inaczej. Naprawdę chciał zbliżyć się do Kyoyi, jednak to wcale nie było takie proste. Zresztą Tsuna już wielokrotnie snuł smętne myśli o tym, jak Hibari zareagowałby na wieść, że zakochał się w nim inny chłopak. Chociaż może nie byłoby to takie tragiczne, gdyby tym chłopakiem nie był właśnie Tsuna.
Przyłożył dłonie do palących go policzków, oddychając głęboko, by się uspokoić. Ponownie wyjrzał za okno, dostrzegając nagle z przestrachem, że nie znajdują się wcale na drodze do jego domu. Poczuł suchość w ustach, a tysiące złowróżbnych myśli przegalopowało mu po głowie.
- Um… Hibari-san? – odezwał się, jednak brunet nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. – Gdzie jedziemy?
Pytanie zawisło w powietrzu, nie doczekawszy się odpowiedzi. Kyoya milczał jak zaklęty, uparcie ignorując swojego młodszego pasażera i skupiając się na drodze. Tsuna zacisnął mocniej palce na brzegu torby, spuszczając wzrok na dłonie. Nie odezwał się już więcej, choć złe przeczucia wręcz paliły go od środka.
Hibari skręcił w jedną z węższych uliczek, która po jakimś czasie przeszła w zwyczajną, żwirową drogę. Tsuna wpatrzył się w las malujący się przed przednią szybą samochodu, a serce niemalże podeszło mu do gardła ze zdenerwowania. Co tu robili!?
Samochód zatrzymał się i Hibari zgasił silnik, opierając dłoń na kierownicy. Wydawał się głęboko zamyślony i jakby nieobecny. Sawada za to poczuł się jeszcze bardziej i bardziej nieswojo. Spojrzał na bruneta nieco zaniepokojony, nie wiedząc, co sądzić o tym wszystkim.
- Jesteś… - zaczął Kyoya powoli, skupiając tym na sobie całą uwagę Tsuny. – Dość ciekawą osobą. – powiedział, spoglądając w końcu na szatyna hipnotyzująco.
Serce chłopaka zabiło mocniej na te słowa, a on sam zapłonił się nagle, zupełnie nie potrafiąc powstrzymać tej wstydliwej reakcji własnego ciała. Co powinien teraz zrobić? Nie potrafił odnaleźć się w takiej, nowej dla niego sytuacji, a jego ogromna nieśmiałość tylko wszystko pogarszała.
- Dziękuję. – odparł cicho, zaraz uśmiechając się szeroko, by w ten sposób zamaskować zawstydzenie, które odczuwał. – Hibari-san też jest… - zaciął się, nie potrafiąc się wysłowić. – Bardzo ciekawy. – dokończył, jednak wiedział, że nie zabrzmiało to najlepiej i zapewne tylko się wygłupił, więc jego uśmiech zgasł od razu. Odwrócił wzrok, zwieszając ramiona, a cisza panująca w samochodzie zaczęła go wręcz dusić.
Hibari poruszył się, odpinając swój pas i nachylając się nagle w stronę chłopaka. Tsuna spojrzał na niego, prawie tracąc oddech, gdy tuż przed sobą ujrzał twarz bruneta, który wpatrywał się w niego intensywnie. Chciał cofnąć głowę, jednak Hibari nie pozwolił mu na to, łapiąc go za kark i przyciągając do siebie stanowczo, a następnie całując głęboko. Tsuna zrobił wielkie oczy, kamieniejąc w szoku. Jednocześnie zalała go fala niepewności, stawiając go na skraju paniki. Nie chciał, by Hibari zauważył jego ogromne techniczne braki w tych sprawach, a naprawdę wiele brakowało mu do perfekcji. Mimo tego i tak postarał się najlepiej jak potrafił, a od natłoku emocji aż zrobiło mu się gorąco. Pocałunek był niezwykle namiętny, choć nie trwał zbyt długo. Hibari odsunął się zaraz lekko, pozwalając chłopakowi złapać oddech i posyłając mu delikatny, tak u niego rzadki uśmiech, na który Tsuna aż się zapatrzył, zapominając na chwilę o wszystkich zmartwieniach. Gdy jednak starszy chłopak wyprostował się w końcu, ponownie zapinając pas i odpalając silnik, Sawada powrócił do rzeczywistości. Szybko odwrócił wzrok, kurcząc się w sobie. Czuł jak serce mocno wali mu w piersi. Dlaczego Hibari to zrobił? Nie miał śmiałości o to zapytać…
- Odwiozę cię do domu. – odezwał się brunet, nie patrząc już na Tsunę, który potaknął jedynie ruchem głowy, siedząc cicho na swoim miejscu. Tak naprawdę wolałby jeszcze z nim zostać, ale nie chciał się narzucać. Jednocześnie miał nadzieję, że jego brak doświadczenia nie odrzuci Hibariego. O ile, oczywiście, zechce się on jeszcze kiedykolwiek z nim spotkać. Wolał także na razie nie interpretować zachowania starszego chłopaka, gdyż wtedy mógłby narobić sobie niepotrzebnej nadziei, którą później ciężko byłoby mu porzucić.
Drogę do domu pokonali w całkowitej ciszy. Sawada dalej się denerwował, jeszcze bardziej starając się to ukryć. Gdy Hibari zatrzymał się na ulicy pod jego domem, znów poczuł się głupio i niepewnie. Jak miał się teraz niby pożegnać?
- To pójdę już. – powiedział nieśmiało, patrząc na Kyoyę badawczo. Brunet skinął głową.
- Mhm… - mruknął tylko, nie patrząc na Sawadę, który zawahał się krótką chwilę, lecz zaraz odpiął pas, otwierając drzwi i wysiadając.
- Dzięki za… podwiezienie – dodał, zanim zamknął drzwi. Następnie odwrócił się i wszedł na swoje podwórko, obracając głowę i odprowadzając wzrokiem odjeżdżający samochód. Westchnął, gdy auto zniknęło za najbliższym zakrętem. Dotknął palcami ust, wciąż nie mogąc uwierzyć, że Hibari zaledwie kilka minut wcześniej naprawdę go pocałował.