Staram się pisać często, ale niestety nie zawsze mam na to czas, dlatego między rozdziałami pojawiają się niekiedy takie gigantyczne przerwy (serio, wiem, że 3 tygodnie to już przesada i przepraszam za to).
No cóż, nic obiecać nie mogę, piszę na bieżąco, nie mam żadnych zapasów w rozdziałach do BW, więc niestety musicie uzbroić się w cierpliwość.
Jako że opowiadanie kończyć się będzie na +/- 10 rozdziałach, mam pytanie: Interesowałby was jeszcze fick z KHR? Mam zaczętych kilka innych projektów, jednak ten jest najbardziej rozwinięty i mogłabym zacząć go publikować po BW.
---
Otworzył drzwi, za którymi stał uśmiechnięty Tucker, i westchnął głęboko, wyraźnie niezadowolony.
- Mam cię dość – warknął, odwracając się i odchodząc. Starszy mężczyzna zaśmiał się krótko, wchodząc do domu i zamykając za sobą drzwi. Podążył za Reedem, wciąż szeroko się uśmiechając.
- Mam coś – zakomunikował, a brunet zerknął na niego, siadając na kanapie.
- Co takiego? – zapytał, choć nie był specjalnie zainteresowany. Na jego twarzy wciąż znajdowały się liczne siniaki, choć schodziły już, jaśniejąc coraz bardziej. Pęknięta warga także była już praktycznie zagojona.
- A co za to dostanę? – Tucker uniósł brew, popatrując na Reed wyzywająco. Ten jednak pokręcił tylko głową.
- Nie zabiję cię teraz, tylko trochę później, może być? – mruknął. Tucker skrzywił się, ale nie skomentował tego, siadając obok mężczyzny na sofie.
- Chodzi o Briana – zaczął, a Reed spojrzał na niego od razu, bardziej zainteresowany.
- Co z nim?
- Wciąż żyje – odparł Tucker, kręcąc głową. – Chłopak ma więcej szczęścia od ciebie – prychnął, uśmiechając się znów, ale nie na długo. – Chociaż teraz został jedną z dziwek Martineza, więc nie wiem czy można nazwać to szczęściem.
- Co? – Reed zmarszczył brwi, analizując powoli słowa mężczyzny.
- No to, co słyszysz. – Tucker wzruszył obojętnie ramionami.
- To potwierdzone?
- Nie na sto procent, ale sądzę, że to prawda. – spojrzał na Reeda uważnie. – Zamierzasz coś z tym zrobić?
Brunet zamyślił się na chwilę, spoglądając na Tuckera w ciszy. Dopiero po kilku sekundach pokręcił przecząco głową.
- Nie – odparł krótko. Tucker spojrzał na niego, doskonale wiedząc, że nie usłyszał prawdy. Westchnął, nie ciągnąc już tematu, Reed i tak niczego by mu nie wyjawił. – Idź już – mruknął nagle brunet, wstając z kanapy i spoglądając na swojego gościa spokojnie.
- Co? – zdziwił się mężczyzna, marszcząc brwi. Podniósł się także, podchodząc do Reeda, który skrzyżował ramiona na piersi, zaciskając wargi w wąską linię.
- Wyjdź, mam dość widoku twojej twarzy – powiedział, a Tucker skrzywił się, przewracając oczami. Po chwili jednak na jego twarzy ponownie zagościł bezczelny uśmiech.
- Możesz obejrzeć coś innego – zaproponował, zbliżając się do mężczyzny jeszcze bardziej. Brunet spojrzał na niego zimno.
- Nie sądzę – mruknął, wskazując ruchem głowy na drzwi. – Idź już – powtórzył. Tucker zmrużył oczy, wpatrując się w Reeda uważnie. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale ostatecznie zrezygnował. Machnął dłonią w lekceważącym geście, po czym po prostu odwrócił się, idąc do wyjścia. Reed nie ruszył się z miejsca dopóki nie usłyszał odgłosu zatrzaskiwanych drzwi. Dopiero wtedy wyjął z kieszeni spodni telefon, szukając w nim chwilę odpowiedniego numeru. Gdy już go znalazł, wcisnął zieloną słuchawkę, przystawiając aparat do ucha. Po zaledwie kilku sygnałach usłyszał głos starego znajomego:
- Tak?
Uśmiechnął się kącikiem ust, układając już sobie w głowie cały plan.
- Jeff… zdaje się, że wisisz mi przysługę.
*
Brian standardowo siedział razem ze Stephanie przy recepcji, znikając tylko w chwilach, gdy pojawiali się klienci lub Darren, który zawsze kazał mu wracać do pokoju. Tym razem jednak, późno w nocy, gdy Steph pracowała na nocną zmianę, było dość spokojnie.
- I jak tam? – zapytała dziewczyna, siedząc na niskim, obrotowym krzesełku bez oparcia. Uśmiechnęła się lekko, spoglądając na szatyna. – To już… ile? Dwa tygodnie. – podsumowała, a Brian skinął potwierdzająco głową. – Jak się czujesz?
- Nie wiem… dobrze? – odparł chłopak, wzruszając ramionami. Nie znał odpowiedzi na to pytanie. Jeszcze kilka dni temu powiedziałby pewnie, że źle, ale teraz… Zaczynało mu to wszystko być już po prostu obojętne.
Blondynka wydęła wargi, widocznie nie takiej odpowiedzi się spodziewając. Westchnęła cicho, spoglądając na zegarek wskazujący czwartą nad ranem.
- Kto jest z twoją córką? – odezwał się nagle Brian, zwracając na siebie uwagę dziewczyny. – Jak pracujesz. – sprecyzował.
- W dzień do południa jest w szkole, potem odbiera ją moja matka – odpowiedziała. – A teraz mama śpi u nas. – Uśmiechnęła się ponownie. Naprawdę polubiła tego chłopaka. Był miły i szczery. No i zagubiony w tym wszystkim, co działo się dookoła niego, więc chciała mu jakoś pomóc się otworzyć… Poza tym nie rozmawiał tu z nikim oprócz niej i czasami Darrena, gdy sytuacja tego wymagała, bo inaczej zazwyczaj go unikał.
- I nie ma nic przeciwko, że pracujesz w takim miejscu? – Brian zerknął na nią wyraźnie zdziwiony.
- Kto? Moja mama czy córka?
Szatyn uśmiechnął się kącikiem ust.
- Mama – odparł. Stephanie zamyśliła się, milcząc przez krótką chwilę.
- Jak już się dowiedziała… może – powiedziała powoli. – Wiesz, na początku o niczym nie wiedziała, ale… - Wzruszyła ramionami. – Jakoś to zaakceptowała. Albo tylko udaje i nic nie mówi. – machnęła dłonią. Brian potaknął ruchem głowy, zastanawiając się jak jego matka zareagowałaby na wieść o tym, czym się teraz zajmował… Choć nie sądził, by miał jeszcze okazję, żeby jej o tym powiedzieć.
- Dobra, pójdę już – mruknął, wstając z taboretu, który Stephanie specjalnie tu dla niego przyniosła. Uśmiechnął się do dziewczyny lekko. – Dobranoc. – dodał, na co ona odpowiedziała skinięciem głowy. Skierował się do pokoju, od razu zamykając za sobą drzwi na zasuwę. Nie chciał już dziś nikogo widzieć.
Usiadł na łóżku, wzdychając głęboko i wtedy zauważył kilka banknotów leżących na nocnej szafce. Skrzywił się na ten widok, od razu przypominając sobie swojego ostatniego klienta. Seks za pieniądze nadal był dla niego czymś obrzydliwym, nie potrafił przejść z tym do porządku dziennego, jak robili to pozostali pracownicy. Na przykład ten cały Marshall… Spotkał go jeszcze kilka razy, było to nieuniknione, ale nie rozmawiali więcej, głównie dlatego, że to Brian odcinał się od zawarcia z nim jakiekolwiek znajomości.
Sięgnął po pieniądze, przyglądając się im przez chwilę, po czym wstał i wyszedł z pokoju, idąc z powrotem do Stephanie, jednak okazało się, że recepcja jest pusta. Wzruszył ramionami, zostawiając banknoty za ladą, lecz wtedy jego uwagę przykuł telefon. Rozejrzał się uważnie, upewniając się czy nikt go nie obserwuje. Zagryzł wargę. Cholera, wiedział, że dużo ryzykuje, ale…
Chwycił słuchawkę, drżącymi palcami wystukując numer policji i przykładając aparat do ucha. Nie zdążył jednak nawiązać połączenia, gdy nagle usłyszał jak drzwi za nim otwierają się. Spojrzał do tyłu i wtedy otrzymał silny cios w szczękę, który powalił go na ziemię. Darren odłożył szybko słuchawkę, patrząc na leżącego na podłodze chłopaka. Pokręcił głową, cmokając z dezaprobatą.
- A tak dobrze się zapowiadałeś… - mruknął, mrużąc oczy. Sięgnął do tyłu, wyciągając zza paska pistolet. Brian wstrzymał oddech, wpatrując się w niego szeroko otwartymi z przerażenia oczami. Mężczyzna odbezpieczył broń, wpatrując się w niego wyjątkowo spokojnie.
- Co się dzieje? – Nagle dobiegł ich głos Steph, a już po chwili dziewczyna stanęła obok Darrena. – O Boże… - wydusiła, gdy ujrzała Briana i wycelowaną w niego broń.
- Skreśl go z listy, Steph – mruknął mężczyzna, na co dziewczyna aż wstrzymała oddech, patrząc na niego z szokiem.
- Co? Ale przecież nic nie zrobił! – zaprotestowała gwałtownie. Darren spojrzał na nią, wściekle mrużąc oczy.
- Próbował się gdzieś dodzwonić, poza tym, gdzie, kurwa, byłaś zamiast pilnować recepcji!? – zagrzmiał. Dziewczyna nie przestraszyła się jednak, patrząc na niego twardo.
- Poprosiłam go, żeby cię wezwał, był problem, ale już sobie z tym poradziłam – wyjaśniła. Darren zmarszczył zaskoczony brwi, milknąc od razu, najwyraźniej nie biorąc takiego obrotu spraw pod uwagę. Brian za to nie mógł uwierzyć, że blondynka naprawdę się za nim wstawiła, sama przy tym ryzykując…
- To prawda? – Mężczyzna spojrzał na chłopaka podejrzliwie, lecz opuścił broń. Szatyn skinął jedynie potwierdzająco głową, a Darren westchnął ciężko, powracając wzrokiem do Steph.
- Nie wolno mu korzystać z telefonu.
- Nie wiedziałam, to się więcej nie powtórzy, przepraszam – powiedziała. Darren zabezpieczył i schował wreszcie pistolet, zgarniając jeszcze pieniądze leżące na blacie.
- Wracaj do siebie – rzucił do Briana, po czym po prostu odszedł. Stephanie odetchnęła głęboko z ulgą, spoglądając zaraz na szatyna, który wstawał właśnie z podłogi.
- Oszalałeś!? – syknęła wzburzona. – Zabiłby cię!
Chłopak pomasował obolałą od uderzenia szczękę, krzywiąc się przy tym.
- Wiem, dziękuję… - powiedział, a Steph pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Nie rób więcej takich numerów – poprosiła. – Bałam się jak cholera! – wyznała. Brian odwrócił wzrok, czując się co najmniej głupio. Zdusił w sobie głos rozsądku, dając ponieść się wyobrażeniu, że być może uda mu się uwolnić i naraził przy tym na nieprzyjemności jedyną osobę, z którą mógł tutaj normalnie rozmawiać i dzięki której nie czuł się tak strasznie beznadziejnie.
- Przepraszam – mruknął. Blondynka westchnęła ponownie, spoglądając na niego z lekkim uśmiechem, po czym po prostu go przytuliła. Brian zastygł zaskoczony, lecz zaraz także ją objął, od razu czując jak uchodzi z niego cały stres.
- Głupi dzieciak – burknęła dziewczyna, odsuwając się od niego w końcu. Szatyn uśmiechnął się z zakłopotaniem, wzruszając jedynie ramionami. – Idź już do siebie, Darren wkurzy się jak cię tu zobaczy – dodała, a chłopak skinął głową.
- To dobranoc… raz jeszcze – powiedział.
- Dobranoc, Brian – odparła, machając mu dłonią.
*
Wysoki, dobrze zbudowany blondyn z lekkim, trzydniowym zarostem podszedł do lady, opierając się o nią i ściągając ciemne okulary, które miał na nosie. Stephanie zerknęła na niego, aż otwierając lekko usta. Facet był wręcz piekielnie przystojny!
Uśmiechnęła się, wstając z krzesełka i prostując się niczym struna.
- Witam – odezwała się, a mężczyzna skinął głową, także się uśmiechając.
- Szukam… rozrywki – powiedział, unosząc jedną z jasnych brwi. Dziewczyna potaknęła, sięgając po karty wszystkich pracowników. Nie zdążyła jednak pokazać ich nowemu klientowi, gdy na horyzoncie pojawił się Brian, zwracając na siebie jego uwagę. Gdy tylko dostrzegł, że przy recepcji ktoś się znajduje, obrócił się, wracając do pokoju. Mężczyzna patrzył za nim dłuższy czas, by zaraz powrócić wzrokiem do Steph.
- Jest wolny? – zapytał, wskazując ruchem głowy kierunek, w którym odszedł Brian. Blondynka zmarszczyła brwi, zastanawiając się chwilę nad odpowiedzią. Cóż, nie sądziła, by facet mógł być jakimś zagrożeniem dla Briana…
- Tak – odparła w końcu. – Pokój numer cztery.
*
Wszedł do pokoju, szukając wzrokiem chłopaka, lecz okazało się, że pomieszczenie jest puste. Zerknął w stronę drugich drzwi, skąd dobiegał cichy szum wody, i uśmiechnął się lekko, kierując w tamtą stronę. Brian stał pod prysznicem z zamkniętymi oczami, w ogóle nie zdając sobie sprawy z czyjejś obecności. Mężczyzna uśmiechnął się szerzej, opierając o framugę drzwi i czekając aż szatyn w końcu go zobaczy.
Po jakimś czasie chłopak zakręcił wodę, potrząsając jeszcze głową i przecierając dłońmi morką twarz. Dopiero wtedy odwrócił się, odsuwając szybkę prysznica i aż zaniemówił na widok kompletnie obcej mu osoby. Blondyn zaśmiał się, widząc przerażenie i zaskoczenie wymalowane na twarzy chłopaka.
- Spokojnie – powiedział głębokim, mocnym głosem, od którego Briana aż przeszedł dreszcz.
- Proszę poczekać w pokoju. – Wysilił się na uśmiech, z trudem powstrzymując się przed zakryciem intymnych części ciała. Mężczyzna zwilżył wargi językiem, przyglądając się szatynowi uważnie. Młody był naprawdę ładnie zbudowany.
- Możemy zacząć już teraz – odparł, uśmiechając się lekko. Brian zmarszczył brwi, aż nie wiedząc, co odpowiedzieć. Facet nie wydawał się taki jak znaczna większość jego klientów, choć i tak było w nim coś… niepokojącego.
Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale klient pokręcił głową, odwracając się i po prostu wychodząc. Brian spoglądał ze zdziwieniem na zamykające się za nim drzwi.
*
Przesunął dłońmi po bokach chłopaka, na co ten westchnął, przymykając oczy. Mężczyzna uśmiechnął się na ten widok, schodząc rękoma niżej, na biodra szatyna, a następnie na wewnętrzną część jego ud. Brian zagryzł wargę, bijąc się z myślami. Facet nawet nie pozwolił mu zacząć, na dodatek najwidoczniej chciał zaspokoić najpierw jego, potem siebie… Co było z nim nie tak? Żaden z dotychczasowych klientów nie przejmował się nim i po prostu brał, co chciał, ale tym razem było inaczej i Brian nie potrafił tego zrozumieć. Choć musiał przyznać, że była to dość miła odmiana, nie chciał, by tak brudny seks dawał mu przyjemność… Chciał móc łatwo o tym zapomnieć, a wiedział, że tym razem zapewne tak nie będzie.
Posłusznie rozchylił uda, a mężczyzna chwycił jego penisa w dłoń, poruszając miarowo dłonią. Jednocześnie palce drugiej ręki zawędrowały pomiędzy pośladki chłopaka, uciskając lekko pierścień mięśni. Brian poruszył biodrami, powoli zatracając się w tym wszystkim. Blondyn uśmiechnął się szerzej, wsuwając jeden z palców w wejście szatyna, a po niedługim czasie dodając już drugi i poruszając nimi dość delikatnie. Jednocześnie druga dłoń wciąż przesuwała się po penisie chłopaka.
Brian jęknął, dysząc ciężko, ale zachowując resztki świadomości. Gdy palce wycofały się z jego ciała, odsunął się lekko, zatrzymując mężczyznę.
- Gumki – mruknął ochrypłym głosem. Blondyn zmarszczył brwi, kręcąc głową.
- Bez – powiedział, gładząc uda chłopaka. Ten zaniemówił na chwilę, zwilżając nerwowo wargi. Nie mógł tak po prostu odmówić klientowi, gdyby Darren się o tym dowiedział, chyba od razu by go zabił… Ale z drugiej strony nie wyobrażał sobie, by uprawiać seks z nieznaną osobą bez zabezpieczenia. – Jestem zdrowy – zapewnił go klient, widząc jego wahanie. Brian nie odpowiedział, nie mając pojęcia, co powinien teraz zrobić. Spiął się automatycznie, próbując wymyślić jakieś wyjście z tej sytuacji, choć i tak wiedział, że zapewne nie będzie miał innego wyjścia jak po prostu się poddać.
Blondyn gładził jego uda uspokajająco, dając mu trochę czasu na przetrawienie tego wszystkiego. Brian spojrzał na niego dość niepewnie, przełykając ciężko ślinę. Boże, dlaczego…?
- To… nawilżenie – przypomniał jeszcze, wyciągając się i sięgając do szafki. Otworzył szufladę, wyciągając z niej tubkę lubrykantu, którą podał mężczyźnie. Blondyn otworzył ją, wyciskając na dłoń trochę mazi, po czym przesunął palcami po własnym członku, odrzucając przy tym opakowanie gdzieś na podłogę.
Brian odetchnął głębiej, kładąc się w końcu ponownie, choć nie potrafił się już rozluźnić. Mężczyzna uśmiechnął się, chwytając swoje przyrodzenie i przystawiając główkę do wejścia szatyna. Pchnął lekko, wsuwając się powoli, a Brian zacisnął mocno dłonie na pościeli, zagryzając przy tym wargę.
Klient sapnął głucho, aż przymykając oczy i zaczynając się powoli poruszać. Szatyn jęknął, gdy ból rozszedł się po jego ciele. Blondyn przyspieszył, wbijając się w chłopaka miarowo. Odgłos uderzania ciała o ciało roznosił się po pokoju wśród westchnień i jęków. Brian rozluźniał się stopniowo, pozwalając sobie na zatracenie się w przyjemności. Do tej pory żaden z klientów nie dbał o jego potrzeby, dlaczego więc miał tego nie wykorzystać?
Skierował dłoń do swojego penisa, zaczynając się jeszcze dodatkowo masturbować. Blondyn uśmiechnął się, pochylając i całując klatkę piersiową chłopaka, na co ten westchnął głośniej, wypychając biodra w górę. Mężczyzna zsunął dłonie z boków szatyna, kierując je na jego uda i masując je, jednocześnie wciąż poruszając biodrami.
*
Przygarnął do siebie chłopaka, całując go jeszcze w kark i wdychając głęboko zapach jego włosów.
- To jak masz na imię? – zapytał, a Brian drgnął zaskoczony. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, dlaczego blondyn zadał to pytanie, bo wątpił, by zrobił to ze szczerej ciekawości.
- Justin – odparł, kłamiąc gładko. Mężczyzna zmarszczył brwi, milcząc jakiś czas, lecz już po chwili uśmiechnął się, zaczynając gładzić dłonią brzuch chłopaka.
- A więc, Justin… Dobrze się spisałeś – powiedział. Brian nie odezwał się już, leżąc po prostu i odpoczywając. Czuł się… inaczej. Nie tak jak z innymi klientami, którzy po wszystkim rzucali pieniądze na łóżko i wychodzili czym prędzej. Może było to głupie, ale poczuł się trochę jak w ramionach prawdziwego kochanka. Aż uśmiechnął się na tę myśl. Boże, był takim idiotą…
Przymknął oczy, poddając się błogiemu uczuciu spokoju, które go ogarnęło. Momentalnie wyobraził sobie postać Reeda. Ciekawe czy Devon dowiedział się o jego zdradzie… A jeśli tak, to czy mężczyzna nadal żyje?
Westchnął, próbując wyrzucić z głowy bezsensowne myśli. Zapewne i tak nigdy się już o tym nie dowie.
- Jak długo tu jesteś? – padło kolejne pytanie. Brian westchnął, zaczynając bawić się rąbkiem pościeli.
- Jakiś czas… Niedługo w sumie – odparł, zagryzając wargę. Tak bardzo chciał powiedzieć prawdę, wiedział jednak, że nie skończyłoby się to dla niego dobrze. Klienci nie chcieli mieć problemów, ani słuchać o problemach innych. Facet od razu poszedłby z tym do Darrena, a on na pewno nie miałby żadnych obiekcji przed natychmiastowym pozbyciem się Briana.
Interesujące jak zawsze. Jestem niezmiernie ciekawa co się wydarzy w następnym rozdziale. Mam nadzieję, że Reed nie zabije Briana. Fajnie by było jakby Reed był z Tuckerem, a Brian znalazł sobie chłopaka (może naszego klienta) :D Dobra nie rozpisuje się już. Czekam na ciąg dalszy. ;*
OdpowiedzUsuńvampirka_15
1 - z chęcią poczytam o KHR :d
OdpowiedzUsuń2 - to było takie słodkie *rozczula się* czyżby to Jeff pojawił się na horyzoncie? mam nadzieję, że tak, i że wyciągnie Briana z tego bagna i zabierze do Reeda i z kim będzie Brian w sumie mnie nie obchodzi, ważne by był szczęśliwy :d
Ohoho Reed ma NIE zabijać Briana, tylko z nim być ^^. Jak zwykle wciągający rozdział, czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńPS. Myślałaś nad wydaniem książki? Piszesz naprawdę genialnie.
Hmmm.... Dobrze, że Stephanie ma głowę na karku i że lubi Briana.
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że nowy klient Briana ten tajemniczy Jeff...
Co do następnego opowiadania - jestem za
Lin
O ja... coś mi podejrzany ten koleś... Jakiś taki dziwny. Przez chwile pomyślałam, że może to Reed w jakiejś sylikonowej masce, czy coś xD
OdpowiedzUsuńJeny, gdybym miała rację, to byłby ubaw :D
No i rozdział bardzo podoba, jestem ciekawa co dalej :D
mhm miła odmiana z tym miłym klientem, i zgadzam sie xD podejrzany gość ale przynajmniej Brian był zadowolony, xD
OdpowiedzUsuńzaglądam codziennie i czekam na notke ;**
i zapraszam do siebie : http://marulove.blog.onet.pl/
Reed zaczął działać, widzę. Jeez, jak mnie ten Tucker irytuje. Jeszcze mam takie wyobrażenie jego, jako wąsatego i brodatego, co mnie strasznie... ugh.
OdpowiedzUsuńJustin. No nie mogę xDD Jak Bieber. Od razu mi się przypomniał serial z serii "Trudne sprawy" itd., gdzie dziewczyna miała na ścianie powieszony jego plakat xDD Roftl. Ale nie myślę o Brian'ie jak o Bieber'ze xD
No cóż, mi imię Justin kojarzy się z Justinem z Quuer as folk, ale ok xD
UsuńJestem za Jeffem :D
OdpowiedzUsuńNo co rozdział to coraz ciekawiej... potrafisz zaskoczyc xD
Pozdrawiam, Ana-chan
Tak jak dla większości dla mnie ten miły klient to podejrzana sprawa. Fajnie by było gdyby okazało się że to Jeff . Szkoda mi Briana, ze studenta stał się najpierw zakładnikiem teraz dziwką.
OdpowiedzUsuńSuper! - to generalnie do całego opowiadania, podoba mi się to, że wreszcie są jakieś postępy w "akcji ratunkowej":) Ja to bym wolała żeby Reed był z Tuckerem - było widać i było powiedziane, że coś ich do siebie ciągnie:) a żeby Brian był z Jeffem, bo... też dobrze im ze sobą :P eh, ja to mam życzenia...
OdpowiedzUsuńa propo przerw w publikacji - oczywiście, że się niecierpliwimy, bo twoje opowiadania wciągają;) ale nie przejmuj się tak bardzo jeśli nie masz akurat weny albo czasu, bo my kochamy to poczekamy, a lepiej poczekać, niż (jak to się już z częścią moich ulubionych blogów stało) zamykać bloga - to by było niewybaczalne:)
Wiernie i z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg
Nana
Kurcze, a ja lubię Tuckera, choć jak czytam w komentarzach, większość go nie trawi. I tak, wąsy pasują do niego (nie wiem czemu). Ja go sobie wyobraziłam jako dr Watson'a z Sherlocka holmesa :D Jestem ciekawa, jak on wygląda w wyobraźni autorki. :)
OdpowiedzUsuńBlondyn jest podejrzany i podzielam zdanie innych, że to może być ten tajemniczy Jeff. Ale zaraz nasuwa mi się myśl: co on ma z tego, że się przespał z Brianem (Tucker zazdrosny o Reeda? W 8 rozdziale będzie chciał go zabić? Czemu Brian myśli o Reedzie będąc w łóżku z rzekomym "ciachem"? Co Reed czuje do Briana, że chce ratować mu tyłek?).
Tyle pytań, tak mało odpowiedzi... :D
Mya
"Mężczyzna zsunął dłonie z boków szatyna, kierując je na jego uda i masując je, jednocześnie wciąż poruszając biodrami." I koniec scenki? No, jak to tak. Nie pozwoliłaś im dojść. :D
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o czas na pisanie, to doskonale Cię rozumiem. Ja go nie mam nawet na czytanie i komentowanie. Byle do wakacji. :D
Czyżby klientem Briana/Justina, był ten Jeff do którego zadzwonił Reed? W każdym razie spodobał mi się. Chociaż może okazać się draniem i tak dalej. Ewentualnie, to po prostu jakiś facet, który przyszedł się zabawić.
Aż odetchnęłam, kiedy Darren uwierzył Stephanie. Brian, powinien uważać, bo naraża nie tylko swoje życie, ale i tej dziewczyny, a ona jest spoko. :D
o cholera, to bylo piekne! :) jestem pod wrazeniem!
OdpowiedzUsuńwww.slodki-swiat-yaoi.blog.onet.pl
też jestem pod wrażeniem :D wspaniałe opo wreszcie coś ciekawego dla siebie znalazłam. tez pisalam bloga ale go zostawilam i minal juz rok i nie wiem... chyba wroce ale nie jestem pewna
OdpowiedzUsuńzapraszam do odwiedzenia mellloxmatt.blog.onet.pl
pozdrawiam
kyuketsuki